Codzienne wstawanie o szóstej rano, by zdążyć wyszykować się i dojechać na czas do pracy uczy człowieka niezwykłej pokory i sprawia, że z czasem trudniej nam się pożegnać z zawodem, któremu tyle się poświęciło. Może to tylko moje własne odczucie, ale jest prawdziwe w również jednym przypadku więcej – mojego brata. Mój brat, Albert, od paru lat pracuje jako przedstawiciel regionalny i twierdzi, że gdyby nie te lata harówki i poświęcania swojego czasu dla awansu, już dawno zrezygnowałby z pracy i poszukał czegoś innego. Na szczęście Albertowi udało się ostatnio awansować na kierownika regionalnego, kierownik regionalny Słupsk, dlatego przestał narzekać na wczesne wstawanie i cieszy się z poświęcenia życiu zawodowemu.

Ja mam jeszcze gorzej niż mój brat, ponieważ mój dzień pracy rozpoczyna się od 2 w nocy. Pytacie co robię? Nic skomplikowanego – pracuję w jednej ze Słupskich piekarni, zaopatrujących w świeże pieczywo niemal całe miasto. Żeby zdążyć upiec i rozwieźć pieczywo trzeba zaczynać pracę bardzo wcześnie – w innym przypadku ludzie nie będą mieli na śniadanie swoich ulubionych bułek czy chleba.

Po paru latach przyzwyczaiłem się do dziwnej pory pracy i teraz już tak bardzo mi nie przeszkadza. Mimo wszystko, pewnym utrudnieniem jest to, że wszyscy moi znajomi chodzą spać około 23:00, natomiast ja kładę się już o 20. Większość ciekawych spotkań i wspólnych wypadów na piwo mnie omija ze względu na moją pracę.

Zostaw komentarz