Zawsze zastanawiało mnie jak to jest być kierownikiem, dlatego gdy mój wujek, kierownik regionalny Rybnik, zaproponował, że pewnego dnia weźmie mnie ze sobą do pracy i wytłumaczy na czym polegają jego obowiązki i z czym wiąże się zarządzanie oddziałami firm bez wahania przyjąłem jego propozycję. Okazja wybrania się do jednego z zarządzanych przez wujka oddziałów firmy nadarzyła się już parę dni później, a ja, nieustraszony student ekonomii wybrałem się jako „asystent” kierownika regionalnego na wycieczkę do jednej z firm.

O ile praca kierownika bardzo mi się spodobała, ponieważ związana była z zarządzaniem pracą innych osób i rozmowami ze znajomymi pracownikami, o tyle gdy zobaczyłem kurnik, w jakim pracują zwykli specjaliści od sprzedaży i konsultanci telefoniczni, momentalnie odechciało mi się kariery w firmie wujka. Może określenie „kurnik” nie jest nazwą zbyt miłą i pochlebną, jednak na pewno jest nazwą adekwatną. Dział sprzedaży był jednym z najliczniejszych działów w całej firmie, natomiast powierzchnia przeznaczona na biurka i stanowiska pracy konsultantów okazała się być śmiesznie mała. Na trzydziestu metrach kwadratowych siedziało trzydzieści osób przyciśniętych do siebie, nie mogących nawet wyjść do toalety bez konieczności przeciskania się między biurkami i fotelami innych osób. Osoby mające nadwagę nie miały żadnych szans na pracę w tym biurze, bo po prostu nie zmieściłyby się w jednym metrze kwadratowym przeznaczonym dla każdego pracownia.

Mój wujek ma ogromne biuro, w którym spokojnie zmieściłby się stół na dwanaście osób, a do tego fortepian i kilka krzesełek dla słuchaczy, a ci biedni sprzedawcy musieli się męczyć na tak małej powierzchni. Co za niesprawiedliwość!

Zostaw komentarz