Za mną dopiero połowa tego ciężkiego dnia w pracy, a ja już nie mogę wysiedzieć spokojnie na miejscu i najchętniej zwolniłabym się nieco wcześniej z pracy. Za parę dni ma się odbyć ważna konferencja, na którą zaproszeni zostali wszyscy kierownicy oddziałów naszej firmy z Sosnowca i okolicznych miast, a mój bezpośredni przełożony, kierownik regionalny Sosnowiec, jest odpowiedzialny za organizację tej konferencji. Należy to rozumieć w taki sposób, że ja, jego asystentka prawie staję na rzęsach by wszystko było dopięte na ostatni guzik. Kierownik jedynie wydaje polecenia, a tak naprawdę całą organizacją zajmuję się ja i to na mnie spadnie odpowiedzialność za nieudane przedsięwzięcie. Jeśli konferencja okaże się sukcesem nagrody i pochwały przypadną kierownikowi, jeśli klapą – kozłem ofiarnym będę ja.

Sami rozumiecie, że ostatnie dni w pracy nie upłynęły mi miło i przyjemnie, a oznaczały ciągłe telefony, dogadywanie spraw, zmiany poczynionych wcześniej ustaleń, a jednocześnie wypełnianie zwykłych asystenckich obowiązków. W ciągu ostatniego tygodnia przesypiałam nie więcej jak pięć godzin na dobę, bo po prostu nie miałam czasu na dłuższy sen. Praca goni, kierownik też, dlatego muszę zacisnąć zęby i nie dać się zmęczeniu. Obiecuję sobie, że gdy tylko ta konferencja się skończy, wezmę sobie parę dni wolnego i nie pokażę się w pracy nawet na pięć sekund. Niech sobie kierownik radzi wtedy sam. Potrzebuję odpoczynku!

Zostaw komentarz