Mój kolega Maciek, niby taki wielki kierownik regionalny Koszalin, który zna się na wszystkim i w wieku trzydziestu pięciu lat znalazł się na stanowisku kierowniczym, a cały czas mieszka z rodzicami, którzy zajmują się nim jak małym dzieckiem. Dobrze wiem jak wyglądają relacje Maćka z rodzicami, bo moja mama jest dobrą znajomą jego mamy i gdy kobiety spotykają się na pogaduchach opowiadają sobie o wszystkich zmartwieniach i problemach życiowych, także o sprawach swoich dzieci. Parę razy udało mi się podsłuchać co mama Maćka mówiła na jego temat i jak wypowiadała się na temat ukochanego syneczka. Co za maminsynek.

37Ciekawe co to by było, gdyby współpracownicy i podwładni Maćka dowiedzieli się, że on cały czas mieszka z mamą traktującą go jak dziesięcioletniego brzdąca. Od pani Zosi nie idzie usłyszeć innego imienia syna jak „Maciuś” lub „Maciuniu”, a dość często padającym określeniem jest „mój chłopczyk”. Sami przyznacie że to nieco infantylny sposób odnoszenia się do mężczyzny, któremu za pięć lat stuknie czterdziestka, który ma 1,90 m wzrostu i waży ponad sto kilogramów. No chłopczykiem Maciek na pewno nie jest.

Maciek w mieszkaniu rodziców ma własny, duży pokój wypełniony komiksami i komputerami tak, jakby cały czas był w szkole podstawowej, a nie zarządzał licznymi oddziałami firm na terenie Koszalina. Ciekawe czy pani Zosi nie martwi fakt, że Maciek mimo dorosłego wieku nadal nie znalazł sobie dziewczyny, nie mówiąc już o żonie i dzieciach. Coś mi tu śmierdzi starokawalerstwem.

Zostaw komentarz